
O sztuce Anny Ziaji muszę pisać jak o świecie bardzo mi bliskim, niemal własnym,
od tak dawna już jej malarstwo pokochałem, podziwiam je, śledzę drogi jego rozwoju,
przeobrażenia, ewolucje stylu, nowe treści, które doń przenikają. Wydaje się, że
malarka od lat pokazuje to samo - własny kosmos zaludniony ludźmi i zwierzętami,
a przecież ten świat - jak i świat wokół nas - tak bardzo się zmienia, zmienia się
pozostając wciąż niezwykle oryginalnym, indywidualnym, osobistym, wyróżniającym
się na pierwszy rzut oka. To bardzo rzadka, coraz rzadsza cecha współczesnego malarstwa.
Malarstwo Anny Ziaji jest figuratywne, poetyckie, pełne osobistej liryki, melancholii,
czasem gorzkiej refleksji. Jest to malarstwo - przy wszystkich swoich estetycznych
i artystycznych walorach - zdecydowanie psychologiczne, mówiące o ludzkich losach,
przedstawiające świat w pełnej gamie indywiduów o bogatej osobowości czy też nijakich,
ale tak czy owak zaplątanych w absurdalne działania codzienności.
Bohaterowie tych obrazów, przystrojeni w maski klownów czy wręcz manekinów, są w
zasadzie i klownami, i manekinami; mijają się, wykonują podrygi i salta, posługują
się rekwizytami w typie wirujących obręczy, lotnych trapezów, rozpiętych linii naprężonych
skakanek, wykonują wyuczone ćwiczenia i odchodzą, przemijają wraz z chwilowym sukcesem.
Ten oniryczny cyrk jest wielką przenośnią: oszczędna w wymowie i niezmiernie trafna
synteza życia w malarstwie Anny Ziaji pokazuje naszą powszednią arenę. treść tych
obrazów - jak mogłoby się wydawać na podstawie powyższego opisu - pesymistyczna,
jest wpisana w optymistyczną formę i klimat, wywołując swym nastrojem takie wrażenie,
jakby się ktoś do nas uśmiechał przez łzy.

Ludzie ukazani na obrazach Anny Ziaji nie są bowiem ludźmi szczęśliwymi, wszyscy
grają swoje role obok siebie nie nawiązując ze sobą głębszego porozumienia. Wydaje
się, że każda z osób to odrębny wątek wielkiej powieści, który nie splata się z
innymi wątkami, stąd w tych często przeludnionych pejzażach zawiera się tyle samotności.
Właśnie ta wielowątkowość fabuły decyduje o niezwykłej muzyczności malarstwa Anny
Ziaji, bo ten świat licznych, przemykających obok siebie postaci ma tkankę silnie
polifoniczną, komplementarną, myśląc o polifonii renesansowej, gdzie współbrzmienie
ważniejsze jest od logiki przebiegu formy, tak wiele tu dźwięczy elementów irracjonalnych.
Relacje pomiędzy bohaterami obrazów Ziaji przywodzą mi także na myśl niektóre przedstawienia
Józefa Szajny, gdzie dramat pomiędzy osobami nie zostaje w zasadzie nawiązany, ponieważ
każdy tylko monologuje nie wywołując oddźwięku u towarzyszy swego scenicznego losu.
Dramatem jest wówczas brak porozumienia, głębszy zapewne niż otwarty konflikt. Jest
w tych relacjach swoista czystość czy nawet dziewiczość międzyludzkich odniesień,
ale jest też chłód obojętności. Kto wie, może to właśnie owa wyniosłość w stosunku
do przemijających odruchów nie wiąże malarstwa Anny Ziaji z aktualną, umykającą
chwilą, lecz nadaje mu walory ponadczasowości. Tego rodzaju podejście do rzeczywistości
byłoby może przygnębiające, graniczące z tragedią, gdyby nie czysto malarska i warsztatowa
strona obrazów artystki, ich niezwykle subtelna i kunsztowna forma. Tylko wielka
indywidualność może podobne treści, bez uszczerbku, a przeciwnie z niepowtarzalną
spójnością i dopasowaniem, zamknąć w malarstwie tak bogatym, tak barwnym, tak kolorystycznie
i formalnie pysznym.

Oko
widza przyciąga przede wszystkim odważna, soczysta kolorystyka. Anna Ziaja lubi
stosować gamę barw czystych i intensywnych, ale umie je w sposób wielce oryginalny
łączyć z kolorami złamanymi, wymieszanymi, nietypowymi, stosując przy tym przeciwstawienia
fakturalne, matu z połyskiem. Kolor, bardzo silnie związany z przedmiotem, z fragmentem
pejzażu, z elementami odzienia bohaterów, czasem wydaje się wyzwalać i wybuchać
ponad realność w postaci kolorowych dymów czy obłoków, pełnych zawiesistej fluorescencji,
jaką wydzielają niektóre ognie bengalskie. Wydaje się, że to nadmiar - niespożytkowanego
w obojętnych duszach mieszkańców tego świata - uczucia. Wyzwala się i unosi ponad
nimi, choć trochę ubarwiając ich byt. To jakby malarka nad światem niedoskonałym
i nieco nieszczęśliwym rozsiewała pełnię własnego uczucia. Drugą szczególnie ważną
i indywidualną cechę malarstwa Anny Ziaji są swoiste eksperymenty z przestrzenią,
którą artystka rozbija lub rozrzedza w sposób tajemniczy i magiczny. Jest to rodzaj
badania konsystencji świata, który ludzie zagęszczają swymi sympatiami i animozjami,
egoizmem, agresją, obojętnością. Przełamane plany, zmienione proporcje postaci,
niezgodne perspektywy, figury lewitujące nad ziemią, różny stosunek płaskich sylwetek
do masy, ciężaru, grawitacji, wprowadzają do ukazanych scen własną, oryginalną logikę,
wyraźnie bardzo przemyślaną i podporządkowaną treści i wyrazowi.Wywołuje to czasem
wrażenie, że bohaterem tych płócien jest powietrze, w którym unoszą się jak igraszka
bezwolni jego mieszkańcy.Ale Podobnie owe plamy wyzwolonego koloru, owe lekkie mgiełki
barw, służą zakłóceniu jednorodności przestrzeni, wprowadzeniu niepokoju z pogranicza
baśni czy konfabulacji.

W takiej koncepcji sztuki pewna syntetyczność treści, syntetyczność świata, a także
syntetyczność ludzkiej sylwetki i mimiki, zostaje zrównoważona bogactwem i rozmaitością
form: linii, kształtów i barw, prowadząc od pierwszego wrażenia - psychologizmu
wypowiedzi, do wrażenia następnego -skomplikowanej formy malarskiej, kładącej nacisk
na rozwiązania warsztatowe. osobiście myślę, że Anna Ziaja nigdy nie dojdzie do
czystej, kolorystyczno-formalnej abstrakcji, musiałaby bowiem wówczas zrezygnować
z humanizmu, przestać myśleć o człowieku, który zawsze przecież jest jej najbliższy.
KRZYSZTOF LIPKA, WSTĘP DO KATALOGU
GALERIA BWA JELENIA GÓRA 1995

1988 rok był czasem tryumfu młodych malarzy. Jako pokolenie, po paroletniej przerwie,
zaistnieli wówczas w masowej wyobrażni,dzięki głośnym wystawom, z których przynajmniej
trzy warto tu przypomnieć,były to: "Arsenał", "Świeżo malowane" oraz "Sztuka cenniejsza
niż złoto", poznański pokaz malarstwa członków "Gruppy". Z malarzy,których wtedy
poznaliśmy, nieliczni zajęli trwała pozycję w polskim życiu artystycznym-jest pośród
nich Anna Ziaja. W 1980 roku (zaledwie w parę miesięcy po debiutanckiej wystawie
w Rzymie), kiedy prezentowała swe obrazy w stołecznej galerii "Nowy Świat", była
już dojrzałą osobowością. Od razu stworzyła swój własny styl,rozpoznawalny na pierwszy
rzut oka, inny od tego wszystkiego co oglądaliśmy w polskiej sztuce ostatniego półwiecza.
Styl własny, mający przecież poprzedników. Anna Ziaja jest kolorystką. Poszukiwania
kolorystyczne łączą ją z Zygmuntem Waliszewskim, choć dopracowała się innej niż
twórca sielankowych "Uczt", własnej gamy barwnej. Dodatkowo kolor w jej obrazach
ma niewątpliwie wartość muzyczną, o czym przekonalibyśmy się, gdyby któryś z kompozytorów
pod barwne plamy i kształty z obrazów Anny Ziaji podłożył różne grupy instrumentów.Malowane
zaś przez artystkę figury ludzkie, syntetycznie i płasko potraktowane, o wydłużonych
proporcjach, przedstawione w teatralnych pozach, wydają się dalekim echem twórczości
jednego z największych polskich malarzy, Eugeniusza Zaka. Jednak powinowactwa artystyczne
w tym wypadku sięgają znacznie głębiej, gdyż Anna Ziaja, podobnie zresztą jak Zak,
zafascynowana jest wczesną twórczością Pabla Picassa, jego cyrkowcami i pierrotami

Głównym motywem twórczości Anny Ziaji jest wędrówka. Malarka, milcząca obserwatorka,
jakby w fotograficznym kadrze pokazuje człowieka-nam współczesnego, lecz zarazam
człowieka w ogóle. Z jego odwiecznymi namiętnościami i tęsknotami, znanymi chociażby
z "komedii" Szekspira czy utworów Strindberga. Człowiek pokazany zawsze w tłumie,
lecz zawsze samotny, oddzielony bowiem od innych twarzą-maską, nakładaną każdego
dnia, zaraz po przebudzeniu się, kiedy zaczyna grać wybraną przez siebie rolę. Ten
psychologizm, tak charakterystyczny dla malarstwa Ziaji, wyraża naszą wędrówkę przez
życie.

Ekspresję tego malarstwa potęgują emocjonalne kontrasty. Dramaty rozgrywają się
pod południowym niebem,w rozgrzanym, migającym barwnymi plamami powietrzu,w arkadyjskim
krajobrazie nastrajającym wydawałoby się tylko do radości. Obok ludzi przeżywających
wzloty, tańczących, zakręcających radosne piruety, oglądamy postacie zastygłe, skulone,
powalone doświadczeniem. Zrozpaczeni krzyczą, lecz stojący tuż obok nie słyszą ich,
oddzieleni wybraną przez siebie maską obojętności.
JANUSZ MILISZKIEWICZ, WSTĘP DO KATALOGU
GALERIA "POD ATLANTAMI" WAŁBRZYCH 1994

Na każdym obrazie namalowani ludzie. Zwykle w ruchu, w pośpiechu, często przedstawieni
w dramatycznym geście, jak aktorzy pantomimy. Postaci z obrazów Anny Ziaji grają,
tak jak każdy z nas na co dzień gra swoją rolę. Co rano nakładamy na twarz wybraną
przez siebie maskę i gramy ludzi czułych, dumnych, odważnych. Tylko na pierwszy
rzut oka może się wydawać, że bohaterowie tych obrazów są szczęśliwi i radośni.
Nawet gdy trzymają się za ręce, gdy zwróceni są do siebie twarzami i rozmawiają,
to mamy wrażenie,

że mimo to są sobie obcy, że tylko z pozoru są razem, że tak naprawdę coś ich dzieli.
Może to właśnie maski co dzień rano nakładane na twarz. Oddalają ludzi od siebie?
Zawsze nieodmiennie zdumiewa fenomen artysty, który w oryginalny i mistrzowski sposób
potrafi wyrazić ludzkie dramaty. Zdumienie bywa tym większe, gdy mamy do czynienia
z artystą młodym. Anna Ziaja (ur. 1954) stworzyła swój własny malarski styl, łatwo
rozpoznawalny, inny od tego wszystkiego, co było w malarstwie polskim w ciągu ostatniego
półwiecza.
Natomiast łatwo znależć pokrewieństwo tego malarstwa ze sztuką dwudziestolecia międzywojennego.
Wydaje się ono bliskie twórczości jednego z największych polskich malarzy Eugeniusza
Zaka, który na tle odrealnionego krajobrazu malował postacie ludzkie o giętkich,
wydłużonych sylwetkach. Bohaterowie obrazów Ziaji są tak samo melancholijni i zagubieni
jak bohaterowie płócien Zaka. Czym wyjaśnić to podobieństwo? Anna Ziaja, podobnie
jak kilkadziesiąt lat temu Eugeniusz Zak, zafascynowana jest wczesną tworczością
Pabla Picassa, malowanymi wówczas cyrkowcami i kuglarzami.
Jednak malarka czerpie natchnienie przde wszystkim z literatury. Od lat zgłębia
"W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta. Może z tą literatura związany
jest swoisty psychologizm obrazów Ziaji?
Jak pogodzić pracę przy sztalugach i studiowanie Prousta z obowiązkami rodzinnymi,
z opieką nad paroletnimi synami, Fryderykiem i Danielem?- Rodzina to powrót na Ziemię
i odkrywanie życia- mówi Anna Ziaja. Od czasu ukończenia studiów na Warszawskiej
ASP w pracowni Prof. Jacka Sienickiego miała kilkanaście indywidualnych wystaw.
Najczęsciej we Włoszech, gdzie jej twórczość cieszy się największym powodzeniem.
Od lat ma możliwość stałego zamieszkania w Italii, lecz wybrała Warszawę. Tu związana
jest z kilkoma prestiżowymi galeriami, lecz po udziale w wystawie "Arsenał 88",
największym sentymentem darzy galerię Brama, organizatorkę "Arsenału".
JANUSZ MILISZKIEWICZ, MIESIĘCZNIK PANI 1992

Postacie na obrazach Anny Ziaji pojawiają się nie wiadomo skąd. Są wytworem marzeń,
fantazji, snu. Zdają się być "zamyślone nad czymś co nieskończone i bolejące nieskończenie".
Wyczuwa się podskórnie, jakieś udręczone napięcie miedzy nimi, brak porozumienia,
obcość , czasem obojętność. W tym zaczarowanym kręgu egzotyki introspekcyjnej -
radość i uniesienia mieszają się z rozczarowaniami i rozgoryczeniami. Zmysłowa rozkosz
wychodzi naprzeciw cieniowi smutku i samotności. W atmosferze pozornego spokoju
i ciepła słychać echa minionych zdarzeń i zrónicowanych silnych doznań. W ekspresyjnej
grze światłą i cienia czai się niepokój tajemnicy, afirmacyjny duch czystych barw,
wbrew pierwszemu wrażeniu, zdaje się strzec ukrytego sensu i uduchowionego znaczenia
dziwnych spotkań miejsc i ludzi, splotu trudnych do rozszyfrowania zależności. W
scenerii południowej roślinności spotykają się zakochani. Ich gesty często zastygają
w dramatycznej pozie. Pulsowanie rozwibrowanego tła stanowią : szafirowe żagle,
różnobarwne parasole na gorących plażach, błękitne niebo. Między postaciami przechadzają
się fioletowe psy, pomarańczowe konie w świetle rozproszonym, przepuszczonym jakby
przez gazę. Silny wibrujący koloryt, niemal biologicznie oddaje wyobrażeniowe famtasmagorie.
Wykładnik napięcia pomiędzy poszczególnymi elementami kompozycji, czy gwałtowność
spięć, silne wyczucie walorów dekoracyjnych, osiągane przy pomocy nieoczekiwanych
gradacji i kontrastów walorowych, cienie uwypuklające plastyczność ciał - nakazują
wręcz odbierać to malarstwo w kategoriach urody i powabu. Modelowanie figur kolorem,
stosowanie płaskich, dekoracyjnych rozwiązań, dominanta odcieni gorących, gdzie
wesołość odcienia miesza się ze smutkiem tonu, sprawia, że obrazy te fascynują urzeczeniem
pikturalnych spełnień. Patrząc na te rzadkiej urody malarstwo, w którym radość przeplata
się ze smutkiem a nostalgia miesza się z niespełnieniem, przychodzi na myśl czterowiersz
Rainera Marii Rilkiego:
"Uczucie całe w kształtach i w ruchu
nieskończenie wielkie i lekkie się staje
Nie pocznę, póki nie znajdę sposobu
stwarzania obrazów moim przeobrażeniom"
Sądzę, że już na początku swej drogi artystycznej Anna Ziaja znalazła swą wielką
artystyczną ścieżkę.
JAROSŁAW M. DASZKIEWICZ, WSTĘP DO KATALOGU
GALERIA "TEST" 1989
Lecz kimże są, powiedz, owi wędrowni linoskoczkowie, ci
nieco jeszcze szybciej niż my mijający…
R. M. Rilke – V Elegia duinejska
Świat z pozoru wesoły, bardzo kolorowy. Zaludniony mnóstwem postaci, które – jak
się wydaje – wspólnie się radują, bawią i cieszą. Są to ludzie niepiękni, ale beztroscy.
Poubierani w trykoty, kapelusze czapeczki, przesłonięci wachlarzami czy parasolami.
Często towarzyszą im zwierzęta, grzeczne, uładzone, gotowe do spełniania rozkazu.
Mieszkańcy tych obrazów przebywają w dziwnym świecie. Kolory są w nim bajeczne,
czyste i ostre aż do przesycenia. Światło – jaskrawe, fosforyczne, a cienie żyją
własnym życiem, dalekim od naturalności. Unoszą się wokół w postaci barwnej mgiełki,lekkiej
substancji różowej, szarej, błękitnej lub seledynowej i tak lotnej jak zdmuchnięta
z dymiącej kawy pianka.

Jej obłoczki szybują w powietrzu krystalicznie czystym, świeżym, jakby przesyconym
ozonem. Albo gdzie indziej, odwrotnie, powietrze napełniają opary ciężkie, gęste,
dymne, zawiesiste, dopiero przed burzą.
Oczarowani tym wyśnionym kolorowym światem nie wiemy, czy weszliśmy do krainy baśni,
snu czy łagodnego marzenia. Przyglądamy się szczegółom i nagle dostrzegamy, że w
tej rzeczywistości towarzyszą ludziom dziwne rekwizyty. Są to napięte liny, wirujące
obręcze, lotne trapezy, żonglerskie koła. Zwierzęta także są niepokojące; nie oswojone,
lecz wytresowane. Ludzie zastygli w eleganckich niecodziennych gestach – tańca,
ćwiczenia, skoku, balansowania i salta. Jesteśmy w cyrku.
O wy,
których niegdyś dostało jak zabawkę cierpienie, kiedy
jeszcze było małe, w jednym z jego przewlekłych
ozdrowień…
R. M. Rilke – V Elegia duinejska
Ten oniryczny świat malarstwa jest wielką metaforą. Wszyscy jesteśmy linoskoczkami
na rozległej arenie świata. Ci z pozoru tak radośnie skupieni ludzie, są w gruncie
rzeczy we własnej gromadzie bardzo samotni. Czy zdają sobie sprawęz tragedii? Nie
mają na to czasu, każdy, nie oglądając się na innych, zapamiętale wykonuje własne
ćwiczenie.
Ale nie jest to świat pokazany pesymistycznie. Jego poetycka kolorowość napawa nadzieją.
I oglądający te obrazy chciałby westchnąć jak Rilke na koniec cytowanej elegii;
Aniele! Niech będzie plac, jakiego nie znamy, i tam na
niewysłowionym dywanie ukazaliby kochankowie to, czego
tutaj nie można dokonać, śmiałe w niebo wzbite figury
wzlotu serca….
R. M. Rilke – V Elegia duinejska
KRZYSZTOF LIPKA, WSTĘP DO KATALOGU
GALERIA BRAMA, WARSZAWA 1992
Dobrze chociaż, że nie padał deszcz,bo nie był to najbardziej fascynujący spacerek
mego krótkiego życia. Jednak kilka galerii pokazuje rzeczy, które dają się obejrzeć.
Najlepsza z tego, co widziałam, wydała mi się wystawa Anny Ziaji w Galerii Brama.
Anna Ziaja ukończyła warszawską ASP w 1979. W latach 1900-1992 otrzymała stypendium
twórcze Ministerstwa Kultury.Brała udział w wielu wystawach grupowych i indywidualnych,
od Warszawy począwszy, przez Londyn, Amsterdam, Brukselę,Chicago i New York. Reprezentowała
więc Polskę we wszystkich ośrodkach sztuki. I dobrze się stało. Bo sztukę Anny Ziaji
można pokazać na świecie bez żadnych kompleksów.
Jej wizja świata jest może trochę kobieca, ale to wizja kobiety inteligentnej, która
w swoim życiu niejedno widziała i przeżyła. Pozwala jej to na pewien dystans i pewną
ironię w stosunku do świata, który chociaż przypomina cyrk lub taniec wariata, jednak
bawi i cieszy. Bo w tych figuratywnych, o mocnych,żywych kolorach obrazach jest
akceptacja życia takiego, jakie jest. Są one takie jak życie-przeładowane i samotne,
ruchliwei monotonne,intensywne kolorystycznie i pełne sprzecznych uczuć,nad którymi
bohaterowie nie bardzo panują, unoszeni wirem zdarzeń, wypadków,przeznaczenia. Ale
są niezmożeni. Ciągle na nowo idą w tan, występując w sztuce bez reżysera i scenariusza.
Dobra, inteligentna sztuka.
MARIA DECKER, ŻYCIE WARSZAWY, 1998

Oficyna "Arkady wydała słownik malarzy polskich" od 1917 roku po dzień dzisiejszy
(około 800 biogramów, kilkaset barwnych fotografii). Jedną z niewielu współczesnych
artystek przedstawionych w "Słowniku" jest Anna Ziaja.
Anna Ziaja:
- odbieram to jako wielkie wyróżnienie. Tym większe, że nigdy nie zabiegałam o sławę
i zaszczyt. Starałam się nie iść na kompromisy, nie kłaniać się modom, a mimo wszystko
zostałam dostrzeżona. Może dlatego, że całą duszą oddałam się malarstwu, pracy.
- Miłośnicy sztuki opowiadają, że pokochali twoje malarstwo od pierwszego wejrzenia.
Kiedy znów obejrzymy je na wystawie?

- W stolicy wystawy ograniczają się zwykle do wydarzeń towarzyskich, a ja szczególnie
sobie cenię żywe, spontaniczne reakcje na moją pracę. Dlatego marzę o wystawie gdzieś
na tak zwanej prowincji. Na razie przygotowuję się do wydania albumu, to jednak
dość odległa perspektywa.
- Jak co roku wybierasz się na urlop dp Włoch, do rodziny męża. Twoje obrazy mają
tak soczyste kolory i arkadyjski klimat, jakby powstawały tylko pod włoskim niebem.
- Nie maluję we Włoszech. W czasie wakacji staram się nabrać dystansu do tego, co
zrobiłam przez cały rok. Moje obrazy powstają w Warszawie a te radosne kolory po
prostu są we mnie.
JANUSZ MILISZKIEWICZ, 2000
"Sztuką nie jest - jak powiedział Picasso - namalować trzysta obrazów, bo to potrafi
każdy zapowiadający sie artysta. Sztuką jest mieć cos jeszcze do powiedzenia po
namalowaniu pięciu tysięcy", bo tak naprawdę, to chodzi o to niewyczerpane zródło
inspiracji.
Słonce południa. Egzotyczne palmy. Atmosfera włoskiej ulicy. Nienarzucające sie
tło, z którego wyłaniają się barwne, abstrakcyjne plamy i ludzkie postacie modelowane
kolorem. Przewaga zieleni i czerwieni. To wszystko zachwyca i pobudza zmysły. Intryguje
i prowokuje. Staje się prawdziwą rozkoszą. Rozkoszą, która jednocześnie kryje w
sobie tragizm ludzkiej egzystencji. Beznadzieji i osamotnienia, smutku i nostalgii.
Gdzieś obok nas rozgrywają sie radości, tragedie, zwykłe sprawy. A małe i duże przyjemności,
kłopoty i dramaty tworzą bezustannie, od nowa te sama mozaikę. Każdy dzień przynosi
częściej rozczarowania, zwątpienia, a każde kolejne przeżycie staje się nowym doświadczeniem
i zarazem bodźcem do zarejestrowania w "Dzienniku wewnętrzym" autorstwa Anny Ziaji.
Każdy z jej bohaterów jest kimś, z kim się juz w życiu zetknęła, choć na chwile.
Każdy jej obraz jest jakby zatrzymanym kadrem, uchwyceniem niepowtarzalności chwili,
pewnej przypadkowości. Proste tematy są kamuflażem skomplikowanych, złożonvch związków
psychologicznych. Jej tajemnicze postacie pozbawione na ogół twarzy, są jakby przeniesione
ze snu, z marzeń a jednocześnie każdy z nas mógłby być jednym z tych ludzkich szablonów.
Są to bardziej ludzkie istoty, niż kobiety i męczyźni, miedzy którymi niemożliwe
jest jakiekolwiek porozumienie. Z kochanków zastygłych w dramatycznych pozach niemalże
emanuje napięcie i brak bliskości. Często w Dzienniku Ziaji przechadzają się fioletowe
psy, pomarańczowe konie, symbole bezgranicznego oddania, symbole wiernej przyjażni.
Ziaja lubi ludzi i jest ich ciekawa. Spekuluje, snuje różne domysły, stwarza sytuacje,
które może w życiu wyzwoliłyby w nich nowe emocje, nieznane dotąd odruchy? Może
nawet ujawniłyby ich prawdziwe ego?
Artystka ucieka od realistycznych szczegółów, a jeżeli pojawiają sie to tylko na
zasadzie dowolności. Chce byc całkowicie wolna, choć na płótnie. Tworzy swój jedyny,
niepowatarzalny, pełen dynamicznosci świat. Programowo nie odrzuca warsztatu ale
czasami zostawia jakiś szkic bo "obraz powstaje wtedy kiedy tysiące elementów na
zasadzie przeciwstawień połączą się w jakąś magie, zaczynają grać swoim samoistnym
rytmem."
Ziaja codziennie gromadzi w sobie coraz to nowe przeżycia, które układają się w
pewną projekcję. Jej fascynacja człowiekiem, jego relacjami wydaje się być ciągle
niezaspokojona. Za każdym razem jest to zaczęcie pracy od nowa...
KAMA ZBORALSKA, 1991

Anna Ziaja w 1979 roku skończyła z wyróżnieniem wydział malarstwa na ASP. Lata bojkotu
spowodowalły , że dopiero w 1985 r. wzięła udział w wystawie malarstwa i grafiki
artystów środowiska warszawskiego. Wcześniej prezentowała swoje prace we Włoszech.
Ale tak naprawdę odkrył ją "Arsenał 88". Znalazła sie wśród 67 wybitnych polskich
artystów biorących udział w aukcji na rzecz Fundacji Daru Narodowego, w Nowym Jorku.
To malarstwo w wyjątkowy sposób prowokuje do refleksji.Ciepłe kolory południa, atmosfera
włoskiej plaży, koloryt włoskiej ulicy nasuwają skojarzenia pełne nostalgii. Z wesołych
na pozór, modelowanych kolorem postaci, bije jednak dziwny chłód. Bo tak naprawdę
- mówi Anna Ziaja - niemożliwe jest między ludźmi żadne porozumienie.
Bohaterowie obrazów - ludzkie szablony pozbawione są realistycznych szczegółów,
co najwyżej widoczny jest na twarzy jakiś grymas. Wyglądają jak pożyczone z innej
bajki, a jednocześnie są bardzo autentyczne. Przechadzające się zwierzęta sprawiają
wrażenie , że to własnie tylko one są przyjaciółmi człowieka.
Każdy obraz jest jakby zatrzymanym kadrem. Kobiety , mężczyzni zastygają nieraz
w niezwykle dziwnych pozycjach, ale zastygają ,wydaje się , tylko na moment , bo
nic ich nie powstrzyma przed dalszym odgrywaniem swoich ról.
KAMA ZBORALSKA, 1992

Rimini. Upalne, sierpniowe popołudnie.Anna znudzona leżeniem na plaży przeniosła
swój podręczny warsztat do pobliskiego lasku. Miała niespełna dwadzieścia lat i
za sobą pierwszy rok studiów na ASP. Rozłożyła szkicownik i zaczęła rysować. Pojawił
się młody, przystojny Włoch, Giorgio. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Od
początku był wielkim entuzjastą jej talentu. To on dbał, aby każdy jej obraz został
utrwalony na zdjęciu.
Anna Ziaja od zawsze maluje gorącą włoską plażę z palmami, błękitem nieba, tłumem
wypełniającym nadmorskie kurorty. Wszystko to zanurzone w radosnej, cyrkowej atmosferze.
Lecz jej kolorowy świat tylko pozornie jest beztroski. Tak naprawdę - naznaczony
smutkiem i banałem codzienności. Bohaterowie Ziaji to raczej pozbawione płci postaci,
przedstawione w teatralnych pozach, pomiędzy którymi - jak mówi malarka - niemożliwe
jest porozumienie.

Modelowane kolorem sylwetki, pozbawione realistycznych szczegółów, artystka ubiera
w trykoty, czapeczki, kapelusze, czasem w czarne pończochy i czerwone pasy. Lecz
nawet te seksowne dodatki nie zmieniają otaczającej je aury obojętności. Swoim bohaterom
rozdaje rekwizyty: koła żonglerskie, wirujące obręcze, skakanki. Jedni tańczą, inni
lewitują, wykonują salta, piruety - wszyscy skoncentrowani na swojej roli. Przechadzające
się fioletowe psy, pomarańczowe konie granatowe gołebie - symbole bezgranicznego
oddania i wierności - sugerują, że to jedyni przyjaciele człowieka.
Ziaja jednak lubi ludzi z ich ułomnościami, kompleksami. Mówi, że jej w życiu zawitała
pogoda egzystencjalna, widoczna również i w najnowszych obrazach.
KAMA ZBORALSKA

Anna Ziaja
jest optymistką. Od dwudziestu lat w monotonnym szarym świecie uprawia kolorowe
malarstwo. Nawet w najcięższych chwilach potrafi wydobyć z życia promyk nadziei.
Malowanie daje jej szczęście i satysfakcję.
Na każdym obrazie są ludzie. Zwykle w ruchu, w pośpiechu, często przedstawieni w
dramatycznym geście, jak aktorzy pantomimy. Postacie te grają tak, jak każdy z nas
na co dzień gra swoją rolę. Co rano nakładamy na twarz wybraną maskę i jesteśmy
czuli, dumni, odważni...
Ale może to właśnie te maski oddalaj? ludzi od siebie? - zastanawia się malarka.
"Zawsze nieodmiennie zdumiewa fenomem artysty, który w oryginalny i mistrzowski
sposób potrafi wyrazić ludzkie dramaty. Anna Ziaja stworzyła swój własny styl. Inny
od tego wszystkiego co było w malarstwie polskim w ciągu ostatniego półwiecza" -
mówi o tej twórczości krytyk Janusz Miliszkiewicz.
Lubię to co robię - tłumaczy pani Ania. -Nad jednym płótnem spędzam około trzech
miesięcy. Każdy mój obraz jest dopracowany do ostatniego szczegółu. Jestem perfekcjonistką
i nie mogłabym pozwolić sobie na jakiekolwiek niedociągnięcia. Nienawidze bylejakości,
robienia wszytskiego "na odczep się".Tylko profesjonalista idzie do przodu. Ten,
kto liczy na szczęście, prędzej czy póżniej powybija sobie zęby.

Znajomi, zwłaszcza ci, którzy też uprawiają malarstwo, są zaskoczeni tym, że pani
Anna potrafi godzić systematyczną pracę z prowadzeniem domu.-Nie widzę w tym nic
trudnego czy niezwykłego - odpowiada - -Jestem świetnie zorganizowana i potrafię
planować czas dla siebie i dla rodziny.
Malarka często wyjeżdza do Modeny. Z tego miasta pochodzi jej mąż, także artysta.
Poznali się na studiach w warszawskiej ASP. Stanowią świetny duet.
- Pracując w tym zawodzie, nie mogłabym być z kimś, kto nie ma nic wspólnego ze
sztuką. Taki związek nie przetrwałby długo - mówi Anna Ziaja.
Ona maluje, on fotografuje jej obrazy. Jego zdjęcia są w katalogach z jej twórczością.
W obu miastach, w Warszawie i w Modenie, pani Anna urządziła swoje pracownie. To,
że ma dwie ojczyzny wzbogaca ją wewnętrznie.
Prawie wszystkie płótna sprzedaje. Uwielbia oglądać swoje obrazy u innych, intrygują
ją jak dzieła są oprawiane, gdzie wieszane itd. - Mam świadomość tego, że sukces
przychodzi późno - mówi artystka. - Ja na swój czekałam dwadzieścia lat.

Każdy obraz to dla niej niespodzianka. Gdy staje przed sztalugami, nigdy nie wie
do końca co chce przedstawić na płótnie. - Jeśli wiedziałabym dokładnie, co mam
namalować, to pewnie nigdy nie sięgnełabym po pędzle. Zgadzam się ze stwierdzeniem
Picassa: "Gdybym wiedział czego szukam, to w ogóle bym nie szukał". Tak jak ten
wybitny artysta uważam, że nie sztuką jest namalować sto obrazów. Najważniejsze
jest tworzyć tyle, by się nie znudzić.
ANNA ZIEWIEC, TINA 1998

I must write about Anna Ziaja's art as I if were describing a very familiar world,
almost one of my own for I have long loved her painting, admired it and traced the
ways of its development, transformations, evolution of style, and the new meanings
that have sunk into it. It may seem that the painter has shown the same themes for
years: a cosmos of her own inhabited by people and animals. But that world, just
like the one around us, has been changing ,so much. It changes maintaining its uniqueness,
individuality and privacy, standing out at a glance. Very rarely has this feature
been found in modern painting.
Anna Ziaja's pictures are figurative, poetic, full of personal lyricism, melancholy,
and sometimes bitter reflectiveness. With all their aesthetic and artistic merits
they remain deeply psychological, speaking of people's lots, showing the world through
the whole gamut of individuals with complex personalities, as well as with banal
ones, but still entangled in absurd actions of everyday life.
The protagonists of these pictures, disguised as clowns or mannequins, are, in fact,
clowns and mannequins. They cross each other, execute some results and skips, use
accessories ,such as rotating hoops, flying traps, stretched tightropes, tautened
skipping ropes; they perform learned exercises and go away, they pass away together
with their temporary successes. This oneirich circus becomes a great metaphor: expressively
terse and extremely accurate synthesis of life in Anna Ziaja's painting shows our
everyday arena.

Pesimistic messages contained in her works (as one might infer from the above description)
are inscribed in an optimistic form and mood, making the impression of a smile seen
through a veil of tears. The people presented are not happy. They all play their
roles on the same stage but do not develop deeper relationships. It seems that they
make up different subplots of a huge novel that do not, however, imperf with each
other. This is why those frequently overpopulated landscapes accommodate so much
loneliness his this multitude of plots that constitutes the unique melodiousness
of Anna Ziaja's painting because this world of people passing by each other is woven
from highly polyphonic, complimentary fibres (having in mind the Renaissance polyphony
in which consonance is superior to logier of form) for so many irrational notes
resonate here.
The relationships between the characters from Anna Ziaja's pictures bring to my
mind also some of Józef Szajna's plays in which people do not inquire themselves
into the others' tragedies because each of them recites only monologues that are
not responded to by their stage companions. The tragedy then consists in the lack
of communication, probably a greater disaster than an open conflict.
In those relationships there ran be found some specific chastity, even virginity
of interpersonal references, but there is also a chill of indifference. Who knows,
perhaps it is this lofty attitude to passing reactions that fails to march Anna
Ziaja's painting with current, fleeing moments and adds to its timeless quality.

Viewer's eye is attracted by bold, mellow hues. Anna Ziaja indulges in using pure,
vivid colours, but at the same time combines them with toned down, mixed, untypical
ones, applying surface quality contrasts: mat - lustre. The colour, which is closely
connected with the objects, fragments of landscapes, protagonists garments, sometimes
seems to release itself and explode abvore reality, assuming the shape of colourful
smoke or clouds. full of thick fluorescence similar to the one given off by fireworks.
It may look like some l superabundance of affection, which, unused by indifferent
souls of this world's inhabitants, liberates itself and hoovers above them, l goring
colour to their existence, as if the painter were sowing the completeness of her
own affection over an imperfect and a bit unhappy world.
The second important characteristic of Anna Ziaja's painting is her unique experimenting
with space. The artist breaks and thins it do? in a mysterious and magical way.
ft is a sort of examining the consistency of the world which people thicken with
their parities and animosities, egoism, aggression and indifference. The broken
planes, changed proportions of figures, distorted perspectives, human shapes levitating
above the ground, different rations of fiat silhouettes to their mass, weight, and
gravitation lead to the scenes shown in the pictures with their own, original logier,
clearly deliberate and subordinate to the subject and expression. This sometimes
produces the impression that the air is the central character in those canvases.
In it it's submissive inhabitants float like playthings. Similarly, the patches
of liberated hues, those delicate mists of colour, serve disturbing the homogeneity
of space, inciting unrest from the verge of fairy confabulation.

With such an approach to art certain synthetic ism of contents, of the world, and
also of human silhouette and mime becomes lanced by the richness and diversity of
forms, lines, shapes, and colours leading to this first impression - psychologist
of impression, and to the next impression - complex artistic form focusing on technical
aspects.
Personally, however, l am convinced that Anna Ziaja will never come to pure colour-format
abstract painting; otherwise she would have to give up humanism and stop thinking
about man that has always been so dear to her.
KRZYSZTOF LIPKA, WSTĘP DO KATALOGU
TŁUMACZENIE: Aleksander Rzyman
GALERIA BWA JELENIA GÓRA 1995

"It is not difficult art.to paint," as Picasso said, “three hundred canvasses, because
any budding artist can do that. Art means to still have something to say after having
painted five thousand canvasses. Because the truth of the matter is that the unexhausted
source of inspiration is the most important."

Southern skies. Exotic palm trees. The colour of the Italian street. This unobtrusive
back – ground breaks out in colourful, abstract spots and human figures modelled
with colour. The dominance of green and reds. All this senses. Intrigues and provokes.
It becomes pure bliss. Rapture that also conceals in itself the tragedy of our existence;
despair and solitude, sadness and nostalgia. Somewhere next to us our joys, tragedies,
ordinary matters play themselves out.... Small and big pleasantries, problems and
drama constantly create anew the very same mosaic.
Each day brings more disillusionment and doubts, while every experience brings new
impressions and is a stimulus for Anna Ziaja to register in her “Internal diary."
Each of her heroes is someone she had met sometime in life only for a second. Each
canvass is like a still; the capturing of a moment that would otherwise be lost,
a certain degree of chance. Simple subjects are camouflage for complicated once
for complex psychological unions. Her secreative figuries are usually without faces,
they are like our dreams, but at the same time each of us could be one of those
human moulds. They are more human beings than women or men, between whom any understanding
is impossible. You can almost feel the tension and lack of closeness emanating from
lovers petrified in dramatic poses. Ziaja’s Diary is full of violet dogs, orange
horses, symbols of true friendship... Ziaja likes people. She is interested in them.
She speculates, makes various assumptions, creates situations, which in real life
would probably evoke their emotions, responses hitherto unknown? Maybe even reveal
their real ego?

The artist tries to avert realistic details, and if they do surface it is only on
the principle of opinion. She wishes to remain totally free, if only on canvass...
She creates her own unique and dynamic world. In terms of artistic programme she
does not reject technique, but sometimes prefers to leave a sketch because “a painting
comes into existence when a thousand elements, often contradictory, form somthing
called magic and begin to play to their own specific rhythm..."
Everyday she tries to collect new impressions, which next create a certain projection.
It seems that her fascination with man, his inter – relations remains open. Everytime
she paints, it is as if she were beginning anew...

IN 1979 ANNA ZIAJA GRADUATED WITH HONOUR DIPLOMA FROM WARSAW’S ACADEMY OF FINE ARTS.
THE YEARS OF POLITICAL BOYCOTT PUT OFF HER DEBUT SO THAT IT WAS ONLY IN 1985 THAT
SHE TOOK PART IN AN EXHIBITION OF PAINTINGS AND GRAPHICS OF WARSAW’S ARTISTS. EARLIER
SHE DISPLAYED HER WORKS IN ITALY. BUT SHE WAS REALLY DISCOVERED AT THE “ ARSENAŁ
88" ART EXHIBITION. SHE HAS BECOME ONE OF THE MOST POPULAR CONTEMPORARY PAINTERS.
HER CANVASSES ARE ALSO ADMIRED BY FOREIGNERS, WHO ENJOY BUYING HER WORKS.
KAMA ZBORALSKA, CASINO MAGAZINE 1991